A kiedyś kądziel, dawniej wrzeciono…

Stał się on rewolucją dla wielu gałęzi gospodarki tj. budowlanej, meblarskiej czy krawieckiej. Gdyby nie one, takie ikony mody jak Manolo Blahnik, Christian Louboutin czy kultowa Coco Chanel miałyby spory problem z wykreowaniem swojej marki i spełnieniu swojego marzenia o studiu projektowym. Również szary człowiek ucierpiałby z powodu utrudnień, jakie niósłby ze sobą zbyt mało rozwinięty przemysł włókienniczy.

Na początku było krosno

Pierwsze panie domu miały do dyspozycji na własny użytek pionowe warsztaty tkackie. Szlifowały swoje umiejętności już w erze neolitu, i chociaż na przestrzeni wieków powstawały nowe urządzenia i style tkackie (tkactwo tabliczkowe i naalbinding), użytkowniczki wciąż pozostawały wierne swoim tradycjom. Umiejętności tkackie przechodziły z matki na córkę (tkały wyłącznie kobiety). Niższe sfery zajmowały się tkactwem nie tylko po to, aby wytworzyć materiały na własny użytek, ale i na sprzedaż. Arystokracja nie parała się zajęć zarobkowych tego pokroju, niemniej jednak panie z dobrych domów uczone były techniki tkackiej i obsługi wrzeciona.

Tkane przez damy z wyżyn społecznych tkaniny miały status dzieł artystycznych, były to na ogół rodowe gobeliny, dywany.Prządki wykorzystujące ręczne krosno musiały mieć bardzo zwinne i delikatne dłonie- było to trudne do osiągnięcia dla tzw. „biedoty”, jednak panny, które jedynie zabijały w ten sposób czas nie miały z tym problemu. W pierwszej połowie XVIII w. rozbudowano domowe krosna- stały się one urządzeniem zmechanizowanym.

Z czasem wprowadzono również technikę tkania żakardowego, której autorem był Joseph Marie Jacquard (polegała ona na tkaniu wielkoformatowych wzorów). Przemysł włókienniczy rozwinął się do tego stopnia, że w XIX w. dostępne były już nie tylko krosna automatyczne, ale i bezczółenkowe, chwytakowe, pneumatyczne czy papierowe. Nagły wzrost obrotów i możliwości tkackich sprawił, że popyt na tkaczki i tkaczy gwałtownie spadł. Zatrudniona ilość pracowników ograniczała się jedynie do kilku osób  – jeden tkacz był w stanie obsłużyć do 120 krosien. Wraz ze wzrostem produkcji materiałów tekstylnych, rosły bezrobocie i ilość buntów.

Z czego ta nić uprzędzona?

Pierwsze surowce używane podczas produkcji tkanin pochodziły z włókien naturalnych. Były to przede wszystkim len, konopie, pokrzywa i juta. Były bardzo łatwe do pozyskania, jednak ich jakość mogła pozostawiać wiele do życzenia. Chociaż ich włókna schną bardzo szybko, a materiały nie elektryzują się w trakcie noszenia, to jednak wciąż pozostawała kwestia ich gniecenia się i słabej trwałości. Oprócz włókien roślinnych, korzystano również z tego, co oferowała sierść zwierzęca. Używano więc koziego moheru i wełny owczej (lub z merynosa), są one wytrzymałe i posiadają wysoki poziom izolacji ciepła.

Posiadają jednak kilka minusów: wełniane ubrania mają tendencję do rozciągania, wypychania oraz kurczenia pod wpływem temperatury, schną niezwykle wolno i są wymarzoną pożywką dla moli. Sporo droższe są wełny z alpaki i wielbłąda, a także kaszmir. Wytworzone z nich materiały są lekkie i ciepłe, jednakże ich podatność na uszkodzenia również jest wysoka. Gdy opanowano obróbkę jedwabiu (włókno białowe z kokonu jedwabnika morwowego) stał się on hitem wśród eleganckich dam XIX w.

Jedwab jest materiałem tak pięknym, co delikatnym: zachwyca połyskiem, jednak jest niezwykle wrażliwy na płyny, światło i tarcie. Od XX wieku, każda fabryka tkanin produkowała również materiały z domieszką chemiczną. Powstały m.in. bardzo elastyczne i wytrzymałe tkaniny elastyczne (elastan, spandex, lycra), chłodne wiskozowe czy prawie „niezniszczalne” poliestrowe. Mimo iż mamy tak duży wybór odnośnie materiałów, z których wykonywane są nasze ubrania, to jednak najczęściej sięgamy po tkaniny bawełniane.

Wykonane są z surowca naturalnego (kwiat bawełny), materiał ten, mimo swojej „pospolitości” jest niezwykle ceniony. Mimo iż wolno schnie, może kurczyć się w wysokiej temperaturze, a jej włókna nie są elastyczne (tak jak w przypadku np. włókien chemicznych), doceniania jest jej przewiewność oraz to, że się nie elektryzuje. Największy producent tkaniny bawełnianej w skali światowej to Indie, a zaraz za nimi Wietnam i Bangladesz. Natomiast największymi jej importerami są Chiny- Europa zaś, zajmuje drugie miejsce.

Podsumowanie

Gdyby nie rozwój dziedziny tkackiej, praca przebiegałaby wolniej, a efekt końcowy prawdopodobnie odbiegałby od oczekiwań twórcy i klienta – marnotrawstwo czasu, wysiłku i surowca. Dzisiaj na rezultaty nie musimy czekać zbyt długo: tkaniny powstają w kilka godzin, i niewiele dłużej zajmuje przygotowanie spodziewanego produktu, a ich dostępność i wykończenie jest ogromne. Każdy sklep z tkaninami może zaoferować szeroki wybór tekstyliów z różnych surowców czy odmiennych wzorach.

Dodaj komentarz